piszę, myślę, jem, kocham... czytam, patrzę, uprawiam seks... słucham, palę... jestem...
poniedziałek, 04 października 2010

Wydawnictwo Replika szczyci się wydawaniem książek przede wszystkim dla kobiet. Zazwyczaj książek dobrych:)

A co kobiety chcą czytać wiedzą najlepiej one same:) Ten fakt postanowiło wykorzystać wydawnictwo i ogłosiło konkurs literacki na powieść z gatunku literatury kobiecej pod hasłem:


ŚWIAT KOBIETY

 

 

Tematyka prac musi obejmować problemy współczesnej kobiety, z różnych środowisk i grup społecznych. Fabuła powinna być osadzona w dzisiejszych realiach i  dotyczyć życia kobiet, spraw będących ich udziałem w codziennym życiu, takich jak miłość, przyjaźń, sukces, praca, macierzyństwo, dom, kulinaria, związki międzyludzkie. Formą dopuszczającą Utwór do Konkursu jest powieść.

Szczegółowy regulamin konkursu oraz wzór umowy dostępne są w siedzibie Organizatora oraz na stronie internetowej http://www.replika.eu/.



12:14, asfaltowa_dziewczynka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 września 2010

O oswajaniu śmierci poprzez śmiech, humor i ironię pisałam niedawno tutaj. I oto mamy powieść z podobnego  –bardzo ostatnio modnego – nurtu.

Wiktoria zostaje zamordowana i trafia do magicznego korytarza, który okazuje się piekielnym – niezmiernie podobnym do naszego ludzkiego – urzędem, który przydziela nowym mieszkańcom miejsce zamieszkania i nowe zadania. Nasza bohaterka dostępuje zaszczytu – nie będzie zwykłym mieszkańcem piekła, ale stanie się diablicą, dostanie klucz i jabłko – symbol nie tylko grzechu pierworodnego, ale również władzy. I oto będzie werbowała nowych mieszkańców, tzn będzie toczyła walkę z aniołami o dusze śmiertelników (prawie jak w moralitecie).
Ale Wiktoria ze śmiercią pogodzić się nie może. Podróżuje więc pomiędzy piekielnym Los Diablos, a swoją ziemską kawalerką i żyje(dzięki diabelskim umiejętnościom)
na dwa etaty. A towarzyszą jej w tym zakochany diabeł – Beleth, Kleopatra (ta Kleopatra!) czy całkiem zwyczajna  śmierć.  Poznajemy też Azazela, który postanawia przeprowadzić w piekle rewolucję i odebrać władzę Lucyferowi.

Bohaterowie Ja, diablica są do siebie bardzo podobni. Brak im, niestety, indywidualizmu językowego, brak i też właściwie jakiegokolwiek innego indywidualizmu; trochę się zlewają, ale jakoś to w odbiorze książki nie przeszkadza. Czytelnik w zasadzie ( i bez zasady też) ich lubi, czuje do nich sympatię, a  już samo użycie w tytule zaimka „ja” uwierzytelnia – jeśli tak można w ogóle napisać – fabułę. Taki prosty zabieg sprawia, ze czytelnik od początku czuje się związany z bohaterami i ciekawy jest ich dalszych losów.  A oni – choć już nieżywi – kochają, nienawidzą, lubią, denerwują się, kłócą się.

Miszczuk raczej relacjonuje niż ocenia postępowanie bohaterów. W jej powieści brak nachalnego moralizatorstwa, a to sprawia, że czyta się ją jeszcze przyjemniej. Zdarzają się co prawda banały w stylu carpe diem, ale ani one nie rażą ani nie odpychają. A to wielki pozytyw – napisać powieść, która w założeniu ma przekazać proste życiowe prawdy bez namolnego pouczania.

Powieść to połączenie komedii, kryminału, fantastyki i romansu. K . B. Miszczuk rewelacyjnie posługuje się znanymi ogólnie popkulturowymi schematami, motywami i tematami – zmienia je, bawi się nimi, przypomina, przerabia. Dodaje do tego  masę uroczego humoru i tworzy mieszankę wybuchową. Ale jakże urokliwą.

 

 

 

tytuł: Ja, diablica
autor: K.B. Miszczuk
wydawnictwo: W.A.B
premiera: 6.10.10
ISBN: 978-83-7414-824-5


wtorek, 03 sierpnia 2010

Zbieram się, żeby coś napisać. Kilka wpisów jest w zanadrzu. Wczoraj napisałam.

Ale na razie przeżywam film, który zobaczyłam.

Czeski.

Czeski horror.

Czeski horror z Kożuchowską.

Kiedyś go opiszę. Obiecuję. Przeżycie to niesamowite.

 

 

 


23:36, asfaltowa_dziewczynka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 kwietnia 2010

Teraz będzie szybciutko i treściwie.

 

 

 

PLUSY:

+ muzyka (spokojnie niepokojąca!!!)

+ + rewelacyjne połączenie amerykańskiego slashera z japońską klątwą (a to chyba mogę policzyć jako dwa plusy - bo naprawdę mi się to podobało)

+ kilka fajnych efektów (niestety, tylko kilka)



MINUSY:

- miejscami zbyt mocno (i łopatologicznie) zaznaczona ingerencja bohaterów w siły przyrody

- brak jakiejkolwiek psychologizacji bohaterów i brak ukazania jakichkolwiek relacji pomiędzy nimi.

- przydługi i bezcelowy wstęp oraz niepotrzebne "dodatkowe" zakończenie

- beznadziejne aktorstwo

 

 

 

 

p.s. ludzie nie czytają!! do tego, jakże odkrywczego,  wniosku doszłam, kiedy w pracy wymyślaliśmy nazwę dla mojego ukochanego roweru. powiedziałam, że nazwę go Behemot - o co chodzi wiedziało 5 osób (na 23 zatrudnione!!!!!!), potem nazwę zmieniłam na KARENIN (dobrze, ze nie na Wroński) - tutaj okazało się, że jedynie 3 osoby kojarzą taką powieść jak "Anna Karenina" - i ani jedna jej nie przeczytała. Pomijam już to, że kilka osób nie wiedziało nawet, kto to jest Tołstoj.

sobota, 03 kwietnia 2010

Najpierw trochę treści.    

Otóż jest tak:  bohater książki zakłada sobie profil o tutaj . Wymyśla nicka, podaje wymiary i ... już. po 9 sekundach poznaje 1 Miłość swojego życia, potem 2, 3, 4 i tak do 66. Ale żeby nie było tak łatwo, to książkę możemy podzielić na 3 części. Najpierw bohater – facet znajduje kolejne miłości (gada z nimi na gg, na skypie, na żywca, spotyka się z nimi, uprawia seks od pierwszego wejrzenia no i jest dobrze), potem – ten sam facet zmienia się w kobietę i dalej miłości swoich poszukuje (i wplątuje się w czworokącik ze swoją sąsiadką i jej nieletnią córką w rolach głównych; no i szuka miłości (męskiej), ale to tylko w wolnych chwilach). A potem… Przepraszamy za chwilowy brak książki. Z powodu dezercji narratorów i narratorek pisarz stracil na czas jakiś orientację i zmuszony został wziąć sprawy we własne ręce. Ale dzięki temu będzie mógł wreszcie wypowiedzieć się szczerze i bezpośrednio, czyli bez ściemy. A więc, do dzieła. (s. 146) No właśnie. Teraz, przynajmniej teoretycznie, poznajemy autora, który dalej szuka, następnie postanawia się uśmiercić i trafia do gejowskiego raju.  Dobra, tyle treści.  

Powieść (ale czy to na pewno powieść??) jest, że tak powiem, dość specyficzna. Żurawiecki w doskonały wręcz sposób kpi ze wszystkiego, z czego można. Kpi z miłości, kpi z jakichkolwiek wartości, kpi z ograniczeń, kpi z Boga, z kościoła, z biskupów. I na pewno jest  to dzieło w pewien sposób antychrześcijańskie i pełne antychrystianizmu. Tak, Moi Drodzy. Żurawiecki w naszym pięknym, katolickim kraju pisze o biskupie, który odprawia takie a nie inne „czary” nad dupą bohatera/ki (a jakie dokładnie, musicie sami przeczytać), podśpiewując przy tym „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana” czy „Mazurka Dąbrowskiego”.   

Mnie zwalił z nóg Żurawiecki swoim dwustronicowym spisem różnych rodzajów miłości. Od tej od „pierwszego wejrzenia”, poprzez tę „na klatce”, po tą „na całą śmierć”. Co fajne, to to, że autor nie szokuje. Tzn. szokuje, jasne, ze szokuje, ale nie na tyle, by książkę tę określić mianem skandalu, a raczej oryginału.  Żurawiecki rewelacyjnie gra z czytelnikiem. Gra w grę, w której nie wiadomo, co jest prawdą, co kłamstwem, kim jest bohater, kim jest narrator, kim jesteśmy my w tym całym cyrku:) 

Jaka jest ta książka? Smutna? Wesoła? Naiwna? Banalna? Jest śmieszna, przynajmniej miejscami i w pierwszej płaszczyźnie. Śmieszy nas komizm słowny, gra słów, konteksty literackie, nawiązania i takie tam…
Ale w gruncie rzeczy powieść to mocno dołująca.

 

A na deser kilka cytatów. Oto i one: 

 -        obejrzymy coś jeszcze przed snem? Bareję albo jakiś pornos?
-         Wiesz, jestem wykończony dzisiejszym dniem. Może jednak Bareję. (miłośc nr2, str. 44)   

 

Za górami, za lasami była sobei miłośc mego życia. Miała wielki pałac nad morzem, którego drugiego brzegu na próżno wypatrywala w dni lsniące słoncem na błękitnej tafli. (m.nr. 24, s. 81)  

 

Bo męska rzecz to być daleko i się kurwić, choćby w sieci,  a kobieca wiernie czekać.  

Ona jest tak zazdrosna, że kiedyśmy powiedziała, że jak by mnie zlapala na niewierności, to by mnie wykastrowała, gdybym była facetem (m. nr28, s. 98)

 -         Myslisz, że ona cierpi?
-         Kto?
-         Twoja żona. Chyba się domyśla, ze ty i tu, i tam…
-         Bo ja wiem? Pewnie cierpi. Wszyscy cierpimy. Taki nasz narodowy charakter, nie? (m. nr.23, s.135)    

07:17, asfaltowa_dziewczynka , wrony
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 marca 2010

W zasadzie nie możemy narzekać na brak programów czytelniczych - jest ich kilka, jeśli nie kilkanaście. Mamy w dodatku czytanie ksiązek w radiu czy programy promujące czytelnictwo. Ale kiedy przyglądamy siętemu bliżej - czegoś brakuje...



1. Hurtownia książek



Niestety, na dłuższą metę trochę nudne. Agnieszka Wolny-Hamkało i Andrzej Grabowski (choć ja wolałam Billa Johnstona) przechadzają się pomiędzy kartonami w tytułowej hurtowni książek.  Zapraszają gości (mniej-więcej popularnych w danym okresie), przeprowadzają wywiady, rozmawiają. Ale tak naprawdę, niewiele w tym nowatorstwa i zaangażowania prowadzących w tematykę programu. W zasadzie redaktorzy nie zachęcają do przeczytania – czy choćby sięgnięcia – po omawiane pozycje. Forma, nawet nie dyskusji, tylko delikatnej (!) wymiany myśli po krótkiej chwili nudzi i męczy. Program bardzo, bardzo grzeczny, a przez to monotonny i trochę zniechęcający.

Jedną z niewielu dobrych stron programu są anonimowe komiksy ilustrujące omawiane książki. Zabawne, czasem ironiczne, ale przede wszystkim niecodzienneJ

W każdym odcinku widzowie, wysyłając sms-y,  głosują na książkę na książkę tygodnia.

Ja sama za programem nie przepadam i oglądam niezmiernie rzadko. Niestety.

Ostatni odcinek miał emisję na TVP Kultura 20.03.2010 roku



2.  Telewizyjne Wiadomości Literackie


Chyba najlepszy program ze wszystkich. Konwencja podobna, jak w normalnych wiadomościach. Kilka najważniejszych wydarzeń kulturalno-literackich, krótkie ujęcia, dwa-trzy zdania nt danego przedsięwzięcia. Mamy więc i informację o Paszportach Polityki i o literackim Noblu i o kolejnej powieści Kinga. Ale! Wbrew pozorom, nie mamy tu popkultury - jest literatura trochę wyższych lotów - polska i zagraniczna.

W dodatku znajdujemy w TWL trochę teorii - podanej w bardzo przystępny sposób. Najczęściej przez specjalistów z danej dziedziny: literaturoznawców, profesorów, krytyków.

Program o tyle ciekawy, że prezentuje literaturę niszową i tę z wyższej półki, często mało znaną. Krytycy prezentują nie tylko powieści, ale również wiersze (m.in. prof. Łukasiewicza), nie tylko analizując i interpretując utwory, ale również przemycając subtelnie wiedzę z zakresu teorii literatury.

A na koniec TWL serwują nam wywiad przeprowadzany przez genialnego prof. S. Beresia. Wywiad za każdym razem zaskakujący, mądry i ciekawy; pokazujący sylwetkę autora i jego dzieło z zupełnie innej perspektywy.

TVP2, czas: ostatni odcinek 17.01.2010; teoretycznie co miesiąc mamy nowy odcinek (teoretycznie!)

3. Czytajmy


Czytajmy to program mający formę krótkiego felietony pisanego (czy też mówionego) przez Krzysztofa Masłonia i Tomasza Zaperta. Dziennikarzom „pomagają” krytycy literaccy, a całość uzupełniają fragmenty lektur. Co bardzo dla mnie pozytywne, to odniesienia w owych felietonach do całości literatury. Autorzy nie oceniają samego dzieła, ale oceniają je w kontekście całej literatury – tej wysokiej, ale również w kontekście popkultury i oczekiwań czytelniczych. Ale! Mamy tutaj przede wszystkim książki „ambitne” i takie, których na półkach „Empiku” trzeba poszukać trochę dłużej

4. Czytam, bo lubię


Po pierwsze nieprofesjonalny. Dorota Wellman przedstawia książki, które – przynajmniej w założeniu – sama przeczytał i które z czystym sumieniem może polecić. Nie boi się przyznać do tego, ze przeczytała „Zmierzch”. Ba! Że jej się podobał (co nie przeszłoby w pozostałych programach). Ale! Ten nieprofesjonalizm sprawia też, że redaktor W. nie analizuje literatury (i dobrze, bo w zasadzie się na nie zna), a raczej streszcza wybrane powieści. Co więcej, w jej programie mamy prawie samą, tak przeze mnie uwielbianą, popkulturę. Mamy więc, wspomniany już, Zmierzch, mamy Super Nianię, mamy poradniki i mamy Wiśniewskiego.
W dodatku, każdy odcinek nie jest zbiorem kilku książeczek wybranych ot -tak!. Zawsze mamy tematycznie dobrane kilka pozycji, które autorka omawia w odniesieniu do  innych z danego kręgu tematycznego.

Jedyny minus programu (a zarazem jego plus) to prowadząca Wellman, której – ja dla mnie – jest ostatnio trochę ... za dużo.


Ostatni odcinek: TVN STYLE, piątek 20.00

5. Czytelnia


Przyznam szczerze, ze nie zdarzyło mi się jeszcze zobaczyć ani jednego odcinka „Czytajmy”, nie mniej należy o tym programie wspomnieć.
Program składa się z trzech części – najpierw prowadzący przedstawiają najlepiej sprzedające się książki, następnie następuje dyskusja trzech krytyków nt wybranych dzieł, a całość wieńczy wypowiedź pisarza, który rekomenduje wybrane przez siebie książki.

TV KULTURA, czas: ostatni odcinek wyemitowano 14.03.10 o godz. 00.00 (!)

6. Kącik książkowy w DD TVN


Cotygodniowy cykl książkowy, w którym Anna Dziewit przedstawia widzom swój subiektywny kanon książkowy. Niestety, najgorsze ze wszystkich programów promujących książki. Prowadząca mówi tak, jakby żadnej z prezentowanych książek nigdy nie przeczytała. No, może przeglądnęła, ale nie przeczytała. Zwalam to na karb krótkiego czasu, w ciągu którego Dziewit musi omówić trzy książki, ale mimo wszystko, radziłabym prowadzącej coś zmienić w swoich „felietonikach”

 

***************************

A w następnym odcinku dowiemy się, dlaczego „Nostalgia anioła” nie podobała się asfaltowej_dziewczynce i co asfaltową bolało po projekcji „Alicji w krainie czarów”

***************************

zdjęcia ze stron:

www.tvp.pl/kultura

http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.chillizet.pl/var/ezflow_site/storage/images/radio/programy/chilli-zet-czytac-albo-nie-czytac/

http://www.tvnstyle.pl/program/1794/view

07:59, asfaltowa_dziewczynka
Link Komentarze (5) »
środa, 24 lutego 2010

 Tutaj powinna znaleźc się super-ekstra-zajebiście analityczna recenzja tej małej ksiązeczki. Ona zasługuje na iście krolewskie traktowanie. Niestety, prawa życia i prawa sesji nakazują mi schowanie laptopa na samo dno szafy i zabranie sięw końcu za naukę. Dlatego też analiza "Moskwy-Pietuszki" będzie musiala poczekać jeszcze dni kilka (albo kilkanaście) aż moje uczelniane zawirowania przestanąbyć zawirowaniami.

Czasem jedno pytanie zmienia całkowicie życie człowieka. Banalnie proste i pokazujące, ze wszystko dookoła wcale nie jest takie, jak ja to widzę.  

Czasem jedna książka sprawia, że człowiek po prostu jeszcze bardziej się utwierdza w swoich przekonaniach i poglądach. Tak było też z "Moskwą - Pietuszki". 

Po wstępie do "Moskwa-Pietuszki" byłam mile zaskoczona, po 4 stronach byłam zauroczona, po 63 - kochałam, a po przeczytaniu zaczęłam wielbić, ustawiłam ołtarzyk, palą się świeczki, a okładka jest w ramce i codziennie, po wstaniu, oddaję jej pokłony...

Bohater, utożsamiany z autorem, jedzie w podróż, kupił prezenty, idzie na dworzec, wsiada do pociągu. Ten poemat to zapis podróży , rozmyślań, rozmów ze współpasażerami. Tak naprawdę, to trudno mi opisywać tę książkę, bo jest niesamowicie specyficzna. Pełna humoru - tego inteligentnego - i trafnych spostrzeżeń o "najlepszym ze światów". Bohater ciągle pije, pije na każdej stacji, pije z każdym, kogo spotka, pije sam. I potem opowiada o swoim życiu, o swoich wizjach (pijackich wizjach), o swojej filozofii. I właśnie te monologi i dialogi pokazują, co to znaczy żyć w Rosji. Pietuszki - czyli stacja końcowa, utopia, idealne miejsce, raj nie jest dla bohatera, nie dociera do niej. Nie ogląda, nie wysiada na stacji docelowej.

Wielu mówi, ze "Moskwa - Pietuszki" to po prostu zapis jakichś tam dziwnych wizji alkoholika, ale może jest tak, ze bez alkoholu po prostu nie przeżyjemy w kraju "wiecznego uśmiechu"?? I to jest przykre...

Co ciekawe, kiedy Jerofiejew udostępnił książkę do druku, zastrzegł, ze ma kosztować 3, 62 ruble (tyle, co wtedy butelka wódki:) )

 

niedziela, 21 lutego 2010

Co roku w lutym blogowy świat obiega KREATIV BLOGGER

W zeszłym roku /jako shalava/ zostalam obdarowana przez Nuttę, Orchisss i Tośkę; w tym - przez Ka-millę

Te niewatpliwie miłe wyróznienie, ale... wyróżniając Jednych - pomijamy Drugich. Dlatego, ja nie wyrózniam nikogo, odsyłając zainteresowanych do zakładek, gdzie są wszystkie czytane przeze mnie kreatywne blogi...

1 , 2 , 3 , 4 , 5
Blog Forum Gdańsk 2010