piszę, myślę, jem, kocham... czytam, patrzę, uprawiam seks... słucham, palę... jestem...
niedziela, 25 kwietnia 2010

Teraz będzie szybciutko i treściwie.

 

 

 

PLUSY:

+ muzyka (spokojnie niepokojąca!!!)

+ + rewelacyjne połączenie amerykańskiego slashera z japońską klątwą (a to chyba mogę policzyć jako dwa plusy - bo naprawdę mi się to podobało)

+ kilka fajnych efektów (niestety, tylko kilka)



MINUSY:

- miejscami zbyt mocno (i łopatologicznie) zaznaczona ingerencja bohaterów w siły przyrody

- brak jakiejkolwiek psychologizacji bohaterów i brak ukazania jakichkolwiek relacji pomiędzy nimi.

- przydługi i bezcelowy wstęp oraz niepotrzebne "dodatkowe" zakończenie

- beznadziejne aktorstwo

 

 

 

 

p.s. ludzie nie czytają!! do tego, jakże odkrywczego,  wniosku doszłam, kiedy w pracy wymyślaliśmy nazwę dla mojego ukochanego roweru. powiedziałam, że nazwę go Behemot - o co chodzi wiedziało 5 osób (na 23 zatrudnione!!!!!!), potem nazwę zmieniłam na KARENIN (dobrze, ze nie na Wroński) - tutaj okazało się, że jedynie 3 osoby kojarzą taką powieść jak "Anna Karenina" - i ani jedna jej nie przeczytała. Pomijam już to, że kilka osób nie wiedziało nawet, kto to jest Tołstoj.

sobota, 03 kwietnia 2010

Najpierw trochę treści.    

Otóż jest tak:  bohater książki zakłada sobie profil o tutaj . Wymyśla nicka, podaje wymiary i ... już. po 9 sekundach poznaje 1 Miłość swojego życia, potem 2, 3, 4 i tak do 66. Ale żeby nie było tak łatwo, to książkę możemy podzielić na 3 części. Najpierw bohater – facet znajduje kolejne miłości (gada z nimi na gg, na skypie, na żywca, spotyka się z nimi, uprawia seks od pierwszego wejrzenia no i jest dobrze), potem – ten sam facet zmienia się w kobietę i dalej miłości swoich poszukuje (i wplątuje się w czworokącik ze swoją sąsiadką i jej nieletnią córką w rolach głównych; no i szuka miłości (męskiej), ale to tylko w wolnych chwilach). A potem… Przepraszamy za chwilowy brak książki. Z powodu dezercji narratorów i narratorek pisarz stracil na czas jakiś orientację i zmuszony został wziąć sprawy we własne ręce. Ale dzięki temu będzie mógł wreszcie wypowiedzieć się szczerze i bezpośrednio, czyli bez ściemy. A więc, do dzieła. (s. 146) No właśnie. Teraz, przynajmniej teoretycznie, poznajemy autora, który dalej szuka, następnie postanawia się uśmiercić i trafia do gejowskiego raju.  Dobra, tyle treści.  

Powieść (ale czy to na pewno powieść??) jest, że tak powiem, dość specyficzna. Żurawiecki w doskonały wręcz sposób kpi ze wszystkiego, z czego można. Kpi z miłości, kpi z jakichkolwiek wartości, kpi z ograniczeń, kpi z Boga, z kościoła, z biskupów. I na pewno jest  to dzieło w pewien sposób antychrześcijańskie i pełne antychrystianizmu. Tak, Moi Drodzy. Żurawiecki w naszym pięknym, katolickim kraju pisze o biskupie, który odprawia takie a nie inne „czary” nad dupą bohatera/ki (a jakie dokładnie, musicie sami przeczytać), podśpiewując przy tym „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana” czy „Mazurka Dąbrowskiego”.   

Mnie zwalił z nóg Żurawiecki swoim dwustronicowym spisem różnych rodzajów miłości. Od tej od „pierwszego wejrzenia”, poprzez tę „na klatce”, po tą „na całą śmierć”. Co fajne, to to, że autor nie szokuje. Tzn. szokuje, jasne, ze szokuje, ale nie na tyle, by książkę tę określić mianem skandalu, a raczej oryginału.  Żurawiecki rewelacyjnie gra z czytelnikiem. Gra w grę, w której nie wiadomo, co jest prawdą, co kłamstwem, kim jest bohater, kim jest narrator, kim jesteśmy my w tym całym cyrku:) 

Jaka jest ta książka? Smutna? Wesoła? Naiwna? Banalna? Jest śmieszna, przynajmniej miejscami i w pierwszej płaszczyźnie. Śmieszy nas komizm słowny, gra słów, konteksty literackie, nawiązania i takie tam…
Ale w gruncie rzeczy powieść to mocno dołująca.

 

A na deser kilka cytatów. Oto i one: 

 -        obejrzymy coś jeszcze przed snem? Bareję albo jakiś pornos?
-         Wiesz, jestem wykończony dzisiejszym dniem. Może jednak Bareję. (miłośc nr2, str. 44)   

 

Za górami, za lasami była sobei miłośc mego życia. Miała wielki pałac nad morzem, którego drugiego brzegu na próżno wypatrywala w dni lsniące słoncem na błękitnej tafli. (m.nr. 24, s. 81)  

 

Bo męska rzecz to być daleko i się kurwić, choćby w sieci,  a kobieca wiernie czekać.  

Ona jest tak zazdrosna, że kiedyśmy powiedziała, że jak by mnie zlapala na niewierności, to by mnie wykastrowała, gdybym była facetem (m. nr28, s. 98)

 -         Myslisz, że ona cierpi?
-         Kto?
-         Twoja żona. Chyba się domyśla, ze ty i tu, i tam…
-         Bo ja wiem? Pewnie cierpi. Wszyscy cierpimy. Taki nasz narodowy charakter, nie? (m. nr.23, s.135)    

07:17, asfaltowa_dziewczynka , wrony
Link Komentarze (3) »
Blog Forum Gdańsk 2010