piszę, myślę, jem, kocham... czytam, patrzę, uprawiam seks... słucham, palę... jestem...
czwartek, 30 grudnia 2010

„Kudłata” mogłaby spokojnie posłużyć za podręcznikowy przykład literatury kobiecej i chick – litu. Dorota Berg  napisała bowiem powieść odtwórczą, opartą na motywach i schematach literatury popkulturowej. Dobrze odrobiła swoją pracę domową – widać, że czytała i Grocholę, i Szwaję.

Kudłata – dla niektórych Wiktoria - to typowa bohaterka chic-litu. Nie jest ani piękna, ani brzydka, ani mądra – ani głupia, ani młoda – ani stara. Z jednej strony nic jej nie wyróżnia spośród tysięcy 30 –parolatek w Polsce, z drugiej – każda z kobiet odnajdzie w niej coś z siebie.

Wiktoria najpierw kończy długoletni związek zakończony zdradą jej partnera, następnie wpada w jeszcze gorszy. Po kilku latach bezsensownego trwania w małżeństwie, bohaterka postanawia wziąć rozwód i zacząć żyć od nowa. I zaczyna – z dwójką dzieci, rozstępami, długami i czterema przyjaciółkami. Wiktoria buduje więc swój świat powoli i z pieczołowitością. Zdobywa pracę, wypija z przyjaciółmi hektolitry wina i wylewa tyleż samo łez. Wychowuje dzieciaki, staje się pracoholikiem, a na końcu układa sobie cudowne życie.

Szczerze mówiąc, nie wiem, czy lubię bohaterkę. Raczej jest mi obojętna. Ale jedno jest pewne – miejscami jej zazdroszczę. Wszystko udaje się jej znakomicie – znajduje świetną pracę, dzieci nie przysparzają zbyt dużo kłopotów, zakochuje się. W życiu jednak jest zazwyczaj inaczej, wiele rzeczy idzie bardziej „pod górkę”. A cukierkowe zakończenie raczej denerwuje, niż wywołuje optymizm. Ale z drugiej strony, musi być tandetnie i kiczowato, bo  tego wymaga gatunek i specyficzne czytelniczki tego specyficznego nurtu.

Kudłatą” czyta się lekko i szybko. Co prawda nie przynosi nic nowego i czytelnik ma nieprzerwane wrażenie, że gdzieś to już kiedyś czytał, ale Dorota Berg dodaje do tego masę śmiechu, przyjaźni i zwykłego życia. Co prawda, do Grocholi jej daleko, ale może już za kilka lat Berg stanie się nową „Szwają”?

 


 

**********

recenzja ukazała się również na portalu DLALEJDIS.PL

09:55, asfaltowa_dziewczynka , wrony
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 grudnia 2010

Będzie krótko, bo tak wiele osób już to opisało…

Blog Forum Gdańsk, czyli dwa dni w Stoczni Gdańskiej; w miejscu, które za jakiś czas ma zmienić się w elitarne osiedle pełne loftów, apartamentów. Zanim to jednak nastąpi, postanowiono wrzucić tam kilkudziesięciu blogerów, wielu ludzi powiązanych z reklamą, internetem i ogólnie pojętą promocją.

Pierwszy dzień – rozpoczęty wykładem, którego autorem był Sami Ben Gharbia – upłynął pod znakiem wolności w sieci. Sami przedstawił sytuację wolności w Internecie – wolności pozornej, wolności w krajach komunistycznych czy arabskich.

A później rozgorzała dyskusja nt polskiej blogosfery.  Czy polski bloger jest wolny? Czy ktoś, kto wstawia reklamy na bloga jest obiektywny? Czy owe reklamy ograniczają naszą wolność? Do żadnej konkluzji nikt nie doszedł – wyszło wszak na to, że ile osób – tyle opinii.

Na koniec zostawiono dwa wykłady – dra Jana Zająca, który rozkochał w sobie publiczność elokwencją, poczuciem humoru i doskonałym przedstawieniem  - tak nudnej, jak statystyka – rzeczy.

Drugi wyklad – o kulturowych aspektach blogowania – przeprowadzony przez Martę Olcoń – Kubicką – to już trochę inna liga. Samo to, ze pani socjolog przeprowadzając prezentację o blogach na podstawie badań z 2001 roku, mówi samo za siebie.

Następnie uczestnicy mogli wziąć udział, w jednej z  dwóch, wycieczek: „Drogi do wolności” lub „Bursztynowy Gdańsk”. A później…

Później miał miejsce pełen dyskusji wieczór integracyjny.

Wieczór integracyjny zaowocował pomysłem wyjazdu do Sopotu, co też uczyniliśmy we czwórkę w niedzielę rano (jeszcze przed konferencją).

Drugi dzień – pomimo moich zupełnie innych przypuszczeń - okazał się dużo gorszy. Choć znowu zagraniczne gwiazdy zawojowały scenę i choć wykład Briana Solisa uważam za genialny, to polska blogosfera i polscy prowadzący zrobili na mnie wrażenie co najwyżej średnie.

Począwszy od Magdy Bigaj, która skupiła się tylko i jedynie na tym, jak prowadzić dobrego bloga ( choć tematem było pisanie o swoich zainteresowaniach na blogach); co więcej – w rozmowę (choć był o panel dyskusyjny) włączyła praktycznie tylko Elizę Mórawską, spychając na pobocze Segrittę i praktycznie zupełnie ignorując Rafała Dąbrowskiego.

Jak dla mnie jednak totalną porażką okazał się panel prowadzony przez Marcina Jagodzińskiego (twórcę blip.pl). Jagodziński całkowicie zignorował publiczność – samo to, że nie pofatygował się, aby przedstawić  swoich rozmówców można mu wybaczyć (bo zakładamy, ze wszyscy poznali się na wieczorku zapoznawczym), ale wszedł w rozmowę „z marszu”, pomijając zupełnie fakt, ze nie wszyscy wiedzą, iż Maciej Budzich dostał Lexusa (ja na przykład nie wiedziałam, tak samo jak i kilka siedzących obok mnie osób) i dlaczego.

To są jednak małe niedociągnięcia, które wobec całości są bardzo, bardzo nieznaczne.

Impreza wyszła świetnie. Była rewelacyjnie przygotowana, wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. I wbrew temu, co wróżyli niektórzy – nie była wcale nadęta, nudna i bezsensowna.

Jedyne, co można zarzucić organizatorom, to fakt, że tak duży nacisk postawili na profesjonalnych blogerów – zupełnie ignorując tych „pomniejszych”.

 

22:50, asfaltowa_dziewczynka
Link Komentarze (4) »
środa, 01 grudnia 2010

Już wiadomo.

Asfaltowa_dziewczynka jedzie do Gdańska na BlogForum 2010

Asfaltowa_dziewczynka będzie poznawała innych blogerów, Asfaltowa_dziewczynka będzie dyskutowała, zwiedzała i się zachwycała.

A potem Asfaltowa_dziewczynka napisze  relację.

 

Tagi: BlogForum
19:50, asfaltowa_dziewczynka , szybki numerek
Link Komentarze (7) »

Mi naprawdę bardzo szkoda. Uwielbiałam Gabrielę Kownacką.

Tagi: film Kownacka
08:47, asfaltowa_dziewczynka
Link Komentarze (1) »
Blog Forum Gdańsk 2010