piszę, myślę, jem, kocham... czytam, patrzę, uprawiam seks... słucham, palę... jestem...
wtorek, 29 grudnia 2009

Dzisiaj będzie trochę mniej o samej ksiązce, a trochę więcej o autorce tejże.

Różowa książeczka o znamiennym tytule "Perfekcyjna pani domu" raczej odstrasza niż zachęca. Ale nie mnie, która program na podstawie tytułu uwielbiała wręcz.

„Perfekcyjna pani domu” to program, w którym stykają się skrajności. Mamy więc idealny dom Anthei Turner, do którego właścicielka zaprasza na weekendowy kurs dwie (lub w skrajnych przypadkach dwóch) zawalone bałaganem i zmęczone życiem kobiety. W przytulnym gniazdku, pod czujnym okiem pani sierżant, uczą się, jak składać ręczniki, jak przechowywać pościel, jak odkurzać i w jakiej kolejności myć naczynia. Następnie wracają do swoich domów, sprzątają, aż wióry lecą, aby po tygodniu móc ugościć Antheę i jej nieodzowną białą rękawiczkę. PPD sprawdzi każdy schowek i oceni, która z bohaterek odniosła większy sukces i zasłużyła na berło(miotełkę do kurzy –sik!)


Anthea Turner była gwiazdą brytyjskiej telewizji. Do czasu. Karierę zaczęła około roku 1989, ale jej apogeum przypada na lata 1992-2000, kiedy zaczęła prowadzić poranny program telewizyjny w ITV i stała się ulubienicą kur domowych. Wtedy to Anthea nawiązała też romans z żonatym producentem telewizyjnym - Grantem Bovey'em. I tym samym postawiła krzyżyk na swojej posadzie. Z dnia na dzień bowiem, angielska śmietanka towarzyska wyrzuciła młode małżeństwo poza margines. Tym bardziej, że interesy Granta przestały przynosić spodziewane zyski. Samo wesele przyczyniło się do upadku snu o popularności. Chodziło o, jakże popularne u nas, sprzedawanie praw do transmisji ceremonii ślubnej. Prasa okrzyknęła zajście nieeleganckim, sprzedajnym i podkreślała, że Turner i Bovey do siebie nie pasują, a ich związek, prędzej czy później, się rozpadnie. Wszyscy odwrócili się od nowopoślubionych nie tylko towarzysko, ale swoją dla nich pogardę pokazywali również brakiem jakichkolwiek propozycji współpracy. Ale Kopciuszek w szklanym buciku, kim niewątpliwie jest nasza bohaterka, dzielnie pokonywał źle siostry i macochę stojąc u boku swojego księcia na białym koniu. I tak w 2006 roku Anthea wróciła na wizję z programem „Perfekcyjna pani domu” robiąc powtórną furorę. Niestety, jej kolejna produkcja – „Help Me Anthea, I'm Infested – poległa zanim na dobre się rozkręciła i Turner musiała zająć się tym, co przedtem – czyli byciem dobrą żoną, idealną sąsiadką i PERFEKCYJNĄ PANIĄ DOMU. Teraz, u boku męża, króluje na brytyjskim rynku nieruchomości projektując wnętrza domów, które Bovey sprzedaje.

A.T. nie dała się. I swoje pięć minut w telewizji wykorzystała najlepiej jak można, a wiele gwiazdeczek mogłoby się od niej uczyć. Wydawała kasety z aerobikiem, pokazywała się tam, gdzie tylko mogła, wspomagała fundacje i akcje charytatywne, pisała książki i prowadziła show. Wygrywała konkursy i plebiscyty. Święciła triumfy.

 

Ja Antheę autentycznie lubię. Uwielbiam ją prawie tam samo, jak Pana Tadeusza. Ona przy całej swojej sztuczności i wyidealizowanym wizerunku jest szczera. Do bólu. Przyznaje się do tego, że już dawno, dawno sam nie sprzątała, że ma służbę, która robi to za nią i dodaje, że skoro nam (w domyśle: widzom) nie chce się sprzątać, to powinniśmy wynająć kogoś, kto zrobi to za nas. A jeśli nas na to nie stać, to weźmy mopa, sami posprzątajmy i przestańmy marudzićJ
Co również w niej lubię, to fakt, że ze swojego bzika (bo ona podobno naprawdę ma hopsia na punkcie porządku)potrafiła zrobić maszynkę do produkcji pieniędzy. I to się jej chwali.
Uwielbiam ludzi, którzy potrafią ze swoich wad (bo jej przesadny perfekcjonizm może być wadą) zrobić coś rewelacyjnego. Robią to, co lubią i przy okazji czerpią z tego korzyści majątkowe. A co!

Do programu PPD podchodzę z dużym dystansem, tak samo jak do książki. To jest show i tego się wszyscy powinni się trzymać. Książka może i nie powala ani elokwencją ani odkrywczością, ale jest sympatyczna (sympatyczny to rewelacyjne słowo – nic za sobą nie niesie). Powiela stare, dobrze znane babcine sposoby wywabiania plam, czyszczenia kuchenki czy przechowywania owoców. Ale zebrane w jednym miejscu są małym kompendium wiedzy o sprawnym prowadzeniu domu.

Nie do końca rozumiem niezadowolenie feministek, które twierdzą, ze Anthea wraca do średniowiecza i mówi głośno o tym, ze kobiety w sprzątaniu są po prostu lepsze (bo są!). Cóż. Jak już mówiłam do idei programu i książki trzeba mieć dystans i tyle.
Nie popadam też w kompleksy patrząc na idealnie umalowaną perfekcyjną panią domu i nie porównuję się do niej a jej idealnego 700-metrowego domu do mojej 40-metrowej kawalerki.

Wow! Się namęczyłam nad tą notką. Nie wiem, dlaczego…

 

23:10, asfaltowa_dziewczynka , wrony
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 grudnia 2009

Słucham, a raczej słuchałam przed chwilą, Renaty Przemyk, zacząłam czytać "Monopol na zbawienie" i tu zonk... Bo przy całej mojej miłości do Szymona Hołowni uważam tytuł za...nieudamy.

Nie będę się rozpisywała, bo to nie ma senu głębszego ani płytszego... Dyrektor ReligaTV bowiem poszedł na łatwiznę.

Więc będzie szybko... :

+humor

+inteligencja

... i bardzo boleśnie:

- niepotrzebny dodatek w postaci gry

- zbyt podobna do pozostałych książek Hołowni

- zbyt "wyrobione' tematy

- szata graficzna (dokładnie taka sama jak w poprzednich jego ksiązkach)

- podejście do wielu spraw zbyt "ugrzecznione"

- i ogólnie rzecz biorąc: sranie w banię

 

Pewnie bym się zachwycała, gdyby nie fakt, że "Monopol" to dokładnie to samo,co zachwalane przeze mnie niedawno "Tabletki z krzyżykiem". Hołownia zmienił niewiele.

 I tymże - przy dźwiękach Habakuka i lampce czerwonego wina- kończę dzisiejsze rozważania, życząc spokojnej nocy.

Anna

20:38, asfaltowa_dziewczynka , wrony
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 grudnia 2009

Wyobrażacie sobie czytanie ksiązki przy filiżance kawy podanej z takiego oto czajniczka?

...bo ja jakośsobie tego wyobrazić nie mogę...

 

czajniczek znaleziony tutaj

20:52, asfaltowa_dziewczynka , wrony
Link Komentarze (10) »
Blog Forum Gdańsk 2010