piszę, myślę, jem, kocham... czytam, patrzę, uprawiam seks... słucham, palę... jestem...
Blog > Komentarze do wpisu

Przepis na życie -Nicky Pellegrino

Są książki, które nawet jeśli nie powalają na kolana ambitnymi opisami, prześmiesznymi skeczami czy elokwentnymi dialogami, to czytamy je z uśmiechem na ustach, utożsamiamy się z bohaterami i z niecierpliwością przewracamy kolejne strony. Do nich właśnie należy "Przepis na życie" Nicky Pellegrino (znanej licznym czytelnikom z "Włoskiego wesela").


W zasadzie można się pokusić o stwierdzenie, że Włochy i lato to dwa tematy, które już na samym wstępie nastrajają pozytywnie do "Przepisu". Można by się również pokusić o kolejne stwierdzenie: że tylko to wystarczy, aby książka zyskała rozgłos. Ta druga teoria jednak upada, jeśli chodzi o nową powieść Nowozelandki. Pellegrino bowiem przekazuje czytelnikowi jeszcze "coś". Nie, nie podaje nam przepisu na życie na tacy. Nie, pokazuje jednak, że szczęście dla każdego jest czym innym, ze sami musimy je odnaleźć i że każdy z nas odnajduje je w innym momencie swojej egzystencji.


Autorka zastosowała łatwy i stary sposób na zdobycie większej ilości czytelników: wprowadziła dwójkę bohaterów, trochę innych, ale i mocno podobnych, w różnym wieku, w różnym momencie życiowym. W ten właśnie sposób poznajemy Alice i Babettę. Pierwsza to młoda, ambitna i skrzywdzona przez życie (trauma gwałtu i porzucenie przez faceta) dziewczyna, która nie bardzo potrafi odnaleźć się w swoim życiu. Szuka siebie, próbuje uciec od problemów w ciężką pracę, odrzuca kochających ją ludzi. Nie potrafi ułożyć sobie życia.  Alice postanawia wyjechać do Włoch, gdzie matka jej przyjaciółki kupiła dom.

Druga – Babetta - jest jej przeciwieństwem: starsza, ułożona, zamężna, prowadząca osiadły tryb życia, lubiąca gotować, podglądać ludzi; będąca na przełomie i nie do końca pewna kolejnego dnia swojego życia.

Niby różne, a jednak podobne.

Ale Pellegrino nie sprawia, że obie bohaterki stają się przyjaciółkami, uczą się od siebie nawzajem. Powiedziałabym, że one raczej są obok siebie niż przy sobie. Fakt, ich losy przeplatają się, trochę uzupełniają. Szukają spokoju, uczą się gotować (Alice) i starają się znaleźć się w nowej, całkiem innej sytuacji.


Autorka prowadzi dwie narracje równolegle, stara się, aby czytelnik polubił bohaterki. Nie są one doskonałe, popełniają błędy, nie potrafią podjąć odpowiedniej decyzji, widzą swoje porażki. Są ludzkie i swojskie.

Przesadziła trochę Pellegrino z opisami. Można by je spokojnie opuścić (książkę w tym miejscu przekartkować), choć czasem – nie przeczę – ślinka cieknie przy opisach kulinarnych wyczynów bohaterów.



To doskonała książka na zimne i ciemne jesienne wieczory, kiedy najchętniej położylibyśmy się do łóżka i zasnęli snem zimowym. Ona zasnąć nam nie pozwoli. Pozwoli za to na chwilę zadumy nad naszym życiem, znad naszym szczęściem, nad naszą rodziną.



Pellegrino Nicky, Przepis na życie, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2010

 

RECENZJA UKAZAŁA SIĘ NA PORTALU DLALEJDIS.PL


wtorek, 12 października 2010, asfaltowa_dziewczynka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: basiula, 89.174.231.*
2013/11/22 13:06:29
Hm...ciekawe książki opisujesz, szkoda tylko że zamiast się kurczyć to mój książkowy stosik rośnie w siłę. Ale czytam wszędzie. w takich miejscach jak autobus, tramwaj i przychodnia łowiecka
Blog Forum Gdańsk 2010