piszę, myślę, jem, kocham... czytam, patrzę, uprawiam seks... słucham, palę... jestem...
Blog > Komentarze do wpisu

Zespoły napięć - J. L. Wiśniewski

Gdyby Wiśniewski zamiast pisać - śpiewał, ciągnęłyby za nim tłumy roznegliżowanych nastolatek niczym apostołowie za Jezusem czy główna bohaterka jednego z jego opowiadań za Madonną.

O tym, że Wiśniewski jest rewelacyjnym pisarzem popkulturowym ( i dlaczego jest rewelacyjny) pisałam tu i tu

 

A teraz wracamy do „Zespołu napięć

Po pierwsze: fascynujemy się nauką (Syndrom przekleństwa Undine)

Matylda nie wierzy w Boga, bo Bóg to zabobon. Matylda wierzy za to w dobro ludzi. I wierzy w Jacoba. Nawet gdyby nie chciała, musi wierzyć. Cierpi na syndrom przekleństwa Unidine, który cechuje się  brakiem kontroli oddechu podczas snu (przepona przestaje się poruszać, a chory nie oddycha i umiera). Jacob z zza ściany kontroluje oddech Matyldy. Jest przy niej co noc, buduje z nią świat złożony z drucików, agregatów, monitorów, rozruszników i sensorów. Ale ich życie składa się też z opowieści o germańskich mitach, opowieści o gwiazdach, o matematyce, fizyce, wojnie, upadku Muru Berlińskiego. Bo Jacob wie wszystko, na wszystkim się zna i odpowiada na wszystkie pytania. Nie jest tylko monitorującym aparaturę Martyny informatykiem, ale jest przede wszystkim przyjacielem.

Wiele osób twierdzi, że to opowiadanie jest o tym, żeby być dobrym. Jak dla mnie jest ono o tym, żeby dobrze wykonywać swoją pracę, żeby się jej poświęcać niezależnie od tego, czy pracujemy w zawodzie czy sprzątamy kible (wybaczcie kolokwializm). Ale jeśli jest się przy tym dobrym, to jeszcze lepiej.



Po drugie: gramy na uczuciach ( Anorexia nervosa)

Wracamy do Samotności w sieci. Niestety. Wiśniewski znów w znakomity sposób znowu gra na uczuciach ludzkich. Ale o ile w Samotności było to w miarę nowe i, w pewien sposób, fenomenalne w polskiej literaturze masowej, o tyle tutaj – raczej denerwuje i sprawia, że ma się ochotę odłożyć książkę i nigdy więcej do niej nie wracać. Pod żadnym pozorem.

Mamy dwójkę bohaterów, którzy prawie jak Jakub i Natalia z Samotności, poznają się przypadkiem, zakochują się w sobie, a potem przez kilka stron mamy zbędny słowotok o tym, jaki to on jest cudowny, mądry i idealny, a ona dobra, wspaniała i kochająca. Później on (tak jak Natalia) wyjeżdża i na tymże wyjeździe ginie. A ona, jak przystało na idealną kobietę, w ramach rozpaczy postanawia zatopić się w swoim smutku, przestaje jeść i zaczyna chorować na anoreksję. Ale, ale… Żeby nie było. Zakończenie nie jest tutaj tak brutalne, jak w Samotności. Jest wręcz zakończone iskierką nadziei.

Gdyby nie ta tania wrażliwość i tani sentymentalizm.

"...najbardziej żałuję tych wszystkich grzechów, których nie zdążyłam z nim popełnić"

 

Po trzecie: chyba mamy fetysz na punkcie nadgarstków (Kochanka)

Kolejny ograny schemat i motyw. Kochanka zakochana do obłędu w swoim idealnym (mającym tylko jedną wadę – żonę) mężczyźnie, cierpiąca w milczeniu i marząca o dziecku, żeby mieć TYLKO DLA SIEBIE choć kawałek swojego faceta (zresztą, to nieźle egoistyczne podejście, ale to sprawa drugorzędna).
I znowu Wiśniewski wraca – do tak dobrze znanego z Samotności – motywu całowania nadgarstków.

Wbrew pozorom jednak nie jest to opowiadanie złe – ośmielę się nawet powiedzieć, że jedno z najlepszych w całym zbiorze. Pełne smutku, rozczarowania, chorej miłości, poniżenia i niemożności zmienienia swojego życia. To opowiadanie o chorej miłości i chorym stosunku do niej; to opowiadanie o przywiązaniu i próbie stabilizacji.

Po czwarte: Eva Braun - zmarła Hitler ( Noc poślubna)

Tutaj, panie Wiśniewski, chylę czoła. Gdyby zawsze pisał pan w takim stylu – chłonęłabym pana książki jeszcze szybciej i częściej.

Najbardziej autentyczne i zapadające w pamięć opowiadanie. Narratorką jest Magda Goebbels, która opisuje kilka ostatnich dni III Rzeszy.  Ale nie tylko. Poznajemy kilka niechlubnych plotek o kobietach III Rzeszy, o mężczyznach III Rzeszy, o dzieciach III Rzeszy.

Po piąte:  (Menopauza)

A to opowiadanie, niestety, mnie znudziło i zatrzymałam się w jego połowie, nie czując żadnej potrzeby, aby brnąć dalej.

Po szóste: czyli męski punkt widzenia (Cykle zamknięte)

Kilka opowieści o miłości, kilka wspomnień marynarzy wypływających w półroczne rejsy. Opowiadania pisane z perspektywy mężczyzn, dla mężczyzn i – wbrew pozorom – o mężczyznach.

**********

 

Tytułowe zespoły napięć nie są bohaterami opowiadań. Przemykają pomiędzy, trochę bardziej  wyeksponowanymi, tematami (miłości, śmierci, opuszczenia, wyniszczenia) tak, jakby autor w jakikolwiek sposób – trochę na siłę - chciał do nich nawiązać. Tworzą klamrę - – menstruacyjną klamrę – która tak naprawdę nic nie wnosi, bo żeby ją w ogóle zauważyć, trzeba się skupić i szukać. Tak, pierwsze opowiadanie jest o pierwszej, ostatnie - o ostatniej miesiączce. I tyle. Niestety. Wiśniewski szczyci się tym, że tak wspaniale rozumie naturę kobiety. Jak dla mnie, to wszystko jest bardzo powierzchowne. Bo można by się w ogóle zastanowić, kto jest bohaterem opowiadań pana W. I czy aby na pewno jest to kobieta? Dobrze, że Wiśniewski interesuje się umysłami kobiet. Dobrze. Ale to tyle. Nie robi tego nadmiernie wnikliwie i dokładnie – mnie bynajmniej nie przekonuje. Ja bym się nawet ośmieliła powiedzieć, ze w jego prozie to mężczyzna wychodzi na pierwszy plan, a kobieta jest co najwyżej narratorką, która istnieje tylko po to, żeby być jego odbiciem, uzupełnieniem i istotą, która go wielbi i podziwia niczym prawdziwego Tarzana. Bardzo, ale to bardzo, nie lubię mężczyzn u Wiśniewskiego. Oni są zazwyczaj przejaskrawieni, przewrażliwieni na swoim punkcie, są zadufani w sobie i genialni. Mężczyzna jest inteligentny, cudowny, czuły, rozumiejący, wrażliwy – jest prawie jak kobieta, a to denerwuje mnie jeszcze bardziej. Kobieta natomiast w tym zbiorze jest … nikim… Nie istnieje bez swojego faceta; jest uległa, nie ma swojego zdania, jest płaczliwa i bezwolna. Po prostu bezwolna, mi się to bardzo nie podoba.

 

Wiśniewski gra na uczuciach i raczej wzrusza czytelnika, niż zmusza go do jakiekolwiek refleksji. Dla jednych to zaleta, dla innych – wada. Dla mnie jego książki (oprócz wspomnianej już genialności wpisania się w popkulturę) to hmmm… chwila odpoczynku i rzecz, o której zapominam tak szybko, jak książkę przeczytałam.

Mnie nie przekonuje. Jego prozę dobrze się czyta i tyle.
Rewelacyjnie, genialnie i wprost idealnie wchodzi się w schematy kultury popularnej. Brawurowo gra na uczuciach; wie, czego czytelnik oczekuje i podaje mu to na tacy. Trafia do niego. Gra na ogranych motywach, ale o to przecież w popkulturze chodzi.

Wiśniewski ma swój styl i swój język. Jest rozpoznawalny, ale nie wiem, czy to dobrze… Bo w gruncie rzeczy wszyscy jego bohaterowie – nawet jeśli noszą inne imiona (albo nawet nie)niczym się między sobą nie różnią – są jedną i tą samą osobą. Nie różnią się nawet stylem mówienia.

 

p.s. Kiedyś chciałabym przeczytać po prostu WIŚNIEWSKIEGO, a nie autora, który ukrywa się pod płaszczykiem kobiecości.

 

czwartek, 11 lutego 2010, asfaltowa_dziewczynka

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/11 15:08:47
Mnie Wiśniewski ani nie wzrusza ani nie zmusza do refleksji. Jego styl jest dobry ale jak dla mnie cholernie zimny i pozbawiony magii. Nie umniejszam jego wiedzy bo ją zapewne ma, co też pokazuje w swoich książkach. Rozumiem wszystko co do mnie "mówi" za pomocą książki, ale nie robi to dla mnie wrażenia. Pisanie o uczuciach bez uczuć, tak w skrócie bym to ujęła. Nie czuje absolutnie by grał na moich uczuciach, a przecież takowe posiadam.
Jego książki zaczęłam omijać wzrokiem będąc w księgarni.
-
2010/02/11 15:29:06
Naprawdę Cię nie wzrusza? Ja to chyba jestem po prostu nadwrażliwa:) ale do reflwkscji to mnie też nie zmusza:)

A czy język jest pozbawiony magii? Nie wiem, to jest chyba tak, jak napisalam - przez ten brak jakiejkolwiek stylizacji (np w wypowiedziach bohaterów) i jakiegokolwiek zróznicowania on (język) traci swoje wartości.
-
2010/02/11 15:51:49
Naprawdę mnie nie wzrusza. Czytając jego książki czuje się jak na jakimś biegunie, tak mi zimno :-).Pewnie w dużej mierze dzieje sie tak właśnie przez brak stylizacji bohaterów. Lubię różnorodność, której u tego pana nie znajduję. Wszystko jest pisane na jedno kopytko jak dla mnie. Osobiście uważam się za osobę bardzo wrażliwą, ale jego książki nie powodują u mnie najmniejszych drgań. "Samotności w sieci" nie byłam nawet zdolna przeczytać do końca. Mój umysł i serce odmawiają prozy pana Wiśniewskiego, co raczej nie jest genetyczne bo mojej mamie np. Bikini jego autorstwa bardzo się podobało.
Jeśli coś jest dla wszystkich to jest dla nikogo :-). Nie ma książki, która zbierze zachwyty od wszystkich ani też nie ma takiego pisarza. I dobrze, że nie ma bo by za nudno było.
Pozdrawiam serdeczeni :-).
-
2010/02/11 21:10:27
Samotność w sieci pochłonęłam:) Podobała mi się bardzo. Bikini, totalna beznadzieja jak dla mnie, doczytałam do końca z musu i przymusu,że może w końcu mnie zaskoczy, a tu nic:/ i ciągle te papierosy -blee:P
Pozdrawiam!
-
2010/02/12 18:26:42
Ja "Bikinii" nie czytałam, ale słyszalam bardzo sprzeczne opinie i teraz trochę się boję rozczarowania. Poza tym chyba nie mam teraz ochoty i nastroju na następną ckliwą ksiązkę pana W. :)
-
Gość: Moskwicz, smtp9.ibec.ru
2010/03/16 15:04:11
W Moskwie Wisniewski jest Bogiem - to duzo wiecej niz w Polsce Coehlo i deMello w okresach swojej najwiekszej prosperity! To absolutnie topowy pisarz dla sredniego pokolenia Rosjan (mlode nie czyta wogole), dla starszego jest Chmielewska, ktora znalazla tu kilkanascie nasladowczyn, a Lem jest juz tylko dla emerytow i rencistow. Juz kilkakrotnie musialem sie wstydzic za to, ze jestem z Polskim a Wisniewskiego nie czytalem - to po prostu deklasuje do poziomu menela.... Chyba jednak trzeba sie bedzie przemoc, moze zle ze zaczalem od filmu i przeczytalem nie te recenzje...
Pozdrawiam
-
2010/03/16 17:06:22
No rzeczywiście film jest, delikatnie mówiąc, niezbyt fajny...
Szkoda, ze nie zacząłeś od książek- nie są one wybitne, ale chyba mimo wszystko warte przeczytania, szczególnie w kontekście całej literatury masowej.
-
2010/03/17 12:27:38
z-moskwy.blogspot.com/2009/07/27-maja-2009-przychodnia.html
Wlasnie znalazlem przegladajac Internet kolejny dowod na to, ze:
- w Rosji mamy szal Wisniewskiego
- nie wszyscy Polacy podzielaja Twoj nad nim zachwyt.
Ale oczywiscie masz racje, warto miec swoje zdanie - czyli trzeba przeczytac. Moge nawet po rosyjsku:-)
A propos: czekam z niecierpliwoscia na obiecany szerszy komentarz odnosnie Pietuszek:-)
Blog Forum Gdańsk 2010